przylapana blog

    Twój nowy blog

    Jest środek nocy. Śpię. Budzi mnie miauczenie kota. A nawet dwóch kotów. Oho! Coś się dzieje. Wstaję, zapalam światło. Idę do kuchni, a przedpokoju mój Charlie (jedyny niekastrowany kocur) miauczy i pręży się na widok innego kocura, pręgowanego szarego z białymi skarpetkami. Akcja przenosi się do kuchni. Podchodzę do mojego kota, biorę go na ręce, uspokajam, głaszczę. Charlie powoli się uspokaja, a drugi kot, przybysz, ucieka poprzez przedpokój na balkon i daje z niego dyla. Z drugiej części przedpokoju jakiś drugi kot daje drapaka w ślad po pierwszym. Nie widzę, który to był. Czyżby to ten, który mnie odwiedził poprzednio? Nie mam pewności. Charlie już się zupełnie uspokoił, poszedł spać na stół, jak to ma w zwyczaju. 

    Czyżby drugi kocur przyszedł do michy, tak jak poprzedni i nadział się na strażnika domu? 

    Dwa razy rano w kuchni zastałem otwartą szafkę dla kubła dla śmieci i porozrzucane puste saszetki po karmie dla kotów. Winą obarczyłem mojego kocurka. Szkody nie były duże, posprzątałem i już. Widocznie kocur był głodny i szukał żarcia. Wcześniej tego nie robił. Może był zdesperowany? Sprawę uznałem za wyjaśnioną.

    Dzisiejszej nocy zbudził mnie hałas otwieranej szafki w kuchni. Zwlokłem się z wozu i poczłapałem do kuchni. Zapaliłem lampę i ujrzałem czarno-białego kota. Charlie? Mam właśnie takiej maści kocura, który poszedł w noc i już parę dni go nie ma. Zawsze jednak darł mordę, jak wrócił. A tu było cicho. Charlie-nieCharlie się spłoszył, jak mnie zobaczył, a ja jego. To był obcy kot. Podobny do mojego. Smyrgnął na stół, szafkę i poprzez lodówkę dał drapaka, ale go złapałem. Mocowaliśmy się chwilę, ale dałem mu radę. Trzymałem go i głaskałem po łebku, by się uspokoił. Uspokoił się i go wypuściłem. Wybiegł do pokoju i śmignął przez balkon w noc. Okazało się, ze mnie nieźle podrapał po ręce. Zadrapania umyłem i posmarowałem sokiem z aloesu.

    To był pewnie sprawca nieporządku w kuchni. Kot sąsiadów. Odważny albo zdesperowany z głodu. Wskoczyć na balkon, przejść przez pokój, w którym śpią dwa psy, do kuchni, w obcym mieszkaniu. To o tym świadczy. Wcześniej go dwa razy widziałem, ale uciekał. A moje koty do tego dopuściły, by obcy kot się w domu szarogęsił. I psy go nie wyczaiły. Powtarzam: odwaga lub desperacja. Dziwne, że nie ruszył suchego żarcia, które zawsze zostawiam w kociej misce. Może nie lubi go?
    Pewnie już do mnie nie zawita. Pożyjemy, zobaczymy. Charlie, zamiast bronić swego rewiru, to włóczy się gdzieś niewiadomogdzie.

    Mysz

    Brak komentarzy

    Tak, chodzi o mysz. Taką komputerową, nie żywą, którą czasami przynoszą do domu moje koty jako dar dla mnie.
    Chodzi mi o mysz komputerową, oparta o technologie BT (BlueTooth). Myszy bezprzewodowych mam kilka, są to myszy radiowe. I zawsze musi być odbiornik fal wsadzony w port USB. Tablet posiada tylko jedno wyjście microUSB zajęte przez taki właśnie odbiornik poprzez kabel OTA. Nie mogę wtedy używać innego urządzenia poprzez to łącze. Dlatego wpadłem na pomysł zakupu myszy BT.
    Takie myszy znalazłem na allegro. Ale póki co postanowiłem sobie taką zakupić w zwykłym sklepie z akcesoriami komputerowymi. I tu pudło: w zadnym sklepie nie posiadali takowej. Pozostał zatem zakup na allegro. Znalazłem mysz BT firmy HP, zakupiłem i szybko ja otrzymałem. Czasami się dziwię, jak szybko transakcje na allegro przebiegają. Dziś ją otrzymałem i postanowiłem podłączyć do tabletu colorovo z Windowsem 10. Po krótkim czasie oczekiwania tablet wykrył mysz i dość szybko się z nią sparował. Bingo! Zadziałało.
    No to teraz kolej na laptopa, tez od HP. I tu mała niespodzianka: lapek myszy nie wykrył. I żadne inne urządzenie typu tablet (z Androidem) czy tez komórka (z Androidem) myszy po BT nie wykryły. Chociaż po kablu OTA wykrywają mysz po USB. Totalna porażka.
    Mysz miała być przeznaczona dla tabletu z windowsem, więc jest tylko dla niego. Koniec, kropka.

    Tak się ostatnio porobiło w moim życiu, że muszę się teraz opiekować moim mieszkaniem w SW. Mieszkam w odległości około 200 km od SW, autem raptem jakieś 2 godziny z hakiem jazdy całkiem znośną drogą. Tyle, ze jazda mi się znudziła i popróbowałem innego sposobu przemieszczenia się. Wybrałem połączenie autobusem/busem. Jest kilka prywatnych firm realizujących takie połączenie. Czas jazdy od 3 godzin do 3 godzin 40 minut. Znośnie. Z Krakowa. Trasa robi trochę „koło”, ale cóż, tego nie przeskoczę. Gdyby była inna, to czas jazdy by się o jakieś pół godziny zmniejszył. Ale do tej pory nikt nie wpadł na to, by trasę zmienić (w domyśle skrócić). Bilety rezerwuje się telefonicznie i potem kupuje u kierowcy. Warunki jazdy znośne, darmowe wi-fi (chociaż w powrotnym busie łączyłem się z siecią, natomiast internetu nie było). W sumie takie połączenie jest akceptowalne. Przetestowałem je i zaakceptowałem jako alternatywne.
    Popatrzyłem też na połączenie kolejowe, kiedyś tak intensywnie przeze mnie wykorzystywane. I tu tragedia. W wyszukiwarce połączeń zaznaczyłem opcję połączenia bezpośredniego i dostałem taki oto wynik: ”

    Szanowna Klientko, Szanowny Kliencie,niestety nie znaleziono żadnego połączenia. Możliwe, że dla wybranej daty stacja/przystanek początkowy lub stacja/przystanek docelowy nie są obsługiwane w ogóle lub nie przy pomocy wybranych środków komunikacji (niektóre stacje/przystanki mogą np. nie być wykorzystywane w weekendy). Możliwe też, że dla danego okresu brakuje rozkładu jazdy dla miejskich środków transportu.

    Zmieniłem godzinę odjazdu i wtedy znalazłem połączenie. Minimalny czas jazdy to 5 i pół godziny z jedną przesiadką. Jeśli chodzi o czas jazdy to się nic nie zmieniło. Ale można jechać dłużej, jeśli tylko ktoś to lubi (np. jakiś zapalony miłośnik podróżowania koleją), do 11 godzin jazdy ( z dwoma przesiadkami). Połączeń bezpośrednich brak, a kiedyś były nawet trzy na dobę. Teraz brak. Kolej widocznie sobie odpuściła takie połączenia. Zbyt mało atrakcyjny kierunek podróżowania czy też trasa. Natomiast zestawienie połączeń jest zupełnie odlotowe. Miłośnicy podróżowania i zwiedzania stacji byliby ukontentowani. Można natomiast kupić sobie bilet on-line, popatrzeć na trasę przejazdu, obliczyć odległość i na koniec wydrukować w formacie pdf dokument. Nowoczesność. Oczekiwałbym raczej tej nowoczesności w skróceniu czasu jazdy, ale pod tym względem na tej trasie nic się nie zmieniło od lat. Za to przybyło dość egzotycznych połączeń.

    Takie tam

    Brak komentarzy

    Blog.pl został onegdaj przejęty przez onet.pl (jak mi się zdaje). Długo toczyłem bój o dostęp do bloga, zapętlało się logowanie, ale w końcu się udało.
    WordPress. Niech będzie. Straciłem to, co w blog.pl było możliwe w blog.pl co do kodu html. Tu jest sztampa. Chociaż można wykorzystać potencjał WP, ale doświadczenie uczy, że nie wszystkie wtyczki WP są bezpieczne w użyciu. Poza tym wszechobecny spam ładuje się na bloga, czego nie było w blog.pl. Mielonka.
    Rzadko tu już zaglądam (to już pewnie było), ale takie czasy. Pewna epoka bezpowrotnie minęła.
    To do następnej razy.
    Nie jestem osobą zbyt towarzyską, nie liczcie na kontakt. Jedyny może być tylko tutaj.

    Najstarszy serwis blogowy. Od paru lat mam tu profil. Przed laty nawet często tu pisywałem. Ale czasy się zmieniły. Wyczerpała mi się inwencja? Raczej wyczerpała się ochota pisania i dzielenia się emocjami. Poza tym ciągły brak czasu.

    Taki los spotkał inne blogi/nlogi moje, są ciągle zaniedbane. Oprócz facebooka i diaspory, nk poszło w odstawkę, czasami jak sobie przypomnę, to tam zaglądam. 
    Właściwie teraz serwisy społecznościowe są na fali, ale na jak długo? G+ jakoś się u mnie przebić nie może, to samo z Netlogiem. Golden Line? Zaniedbane. I wiele innych: flaker, blip,… Inne same upadły i tylko dane logowania do nich się zachowały. Zmęczenie materiału? A może za dużo ich jest i trudno być na bieżąco.
    Obserwuję teraz pad GG. Jakaś bardziej poważna sprawa, wszystkie serwisy umieszczone na serwerach są nieczynne.
    No to do następnej razy :)
    Tech

    Krótko

    3 komentarzy

    Dawno tu nie byłem. Ale dobrze, że to jeszcze istniej i nawet się rozwija, jak czytam w prasie. I bardzo dbrze!

    Kiedys było łatwiej, tak wielu serwisów nie było, tak rozwinietej technologii też. Człowiek trzymał sie paru znajomych stron. A teraz? Ciagle nowe, agitują za tym, by się do nich przywiązać. I co? A gówno!
    Spośród wielu serwisów odwiedzam tylko kilka. Resztę wtedy, kiedy sobie o nich przypomne. Nie mam już tyle czasu na to.
    No to tyle przekazu.
    Znajomym cześć. Jeżeli jeszcze tacy są.

    Jamendo!!!

    1 komentarz

    Tytułem eksperymentu robię to, co teraz robię: dodaje link z Jamendo. Może nawet zadziała.

    Poza tym serwis konserwuj.pl poszedł się chyba paść, skoro widget nie działa [czarny prostokąt pośrodku].

    Mysz

    1 komentarz

    Jesień idzie, niezaprzeczalny fakt. Żadne mi tam odkrycie epokowe. Przypomniał mi o tym jeden z moich kotów, dla ścisłości kotka. Wtorek rano. Kiedy wstałem, kotka kręciła się podejrzanie koło biurka z komputerem, niuchając w kable. Ponieważ czasami tam ‚urzęduje’ nielegalnie, popatrzyłem za czym tak niucha, ale nie zobaczyłem nic. Pogoniłem ją i o całości sprawy zapomniałem.

    Po powrocie do domu zastałem niejaki nieład pośród sprzętu komputerowego, zrzucony router, slady penetracji i szukanie czegoś. Czego, to się okazało dopiero około 21 wieczorem. Katem oka na podłodze zauważyłem podejrzany ruch. Co to bło? Za chwilę znowu. Mysz. A więc jednak!! W nocy kotka musiała przynieśc do domu mysz. Robi tak na jesieni. Przyniosła i zgubiła podczas swej zabawy z nią. Dlatego tak szukała uporczywie rano koło biurka. No dobra, mam w domu myszkę. A kota ani na lekarstwo, wszystkie buszują gdzieś w ogrodzie. Kiedy są potrzebne, to nigdy ich nie ma. Spróbowałem napuścic na mysz mego jamnika, ale ten tylko z wyrzutem na mnie spojrzał, czego to od niego chce. Zupełnie nie kumał, o co mi chodzi, a myszy nie wyczuwał, wielki mi myśliwski tropiący lisy pies!.W ogrodzie to za kretami się ugania rozkopując ich kopce, a w domu zwykłej myszy nie wyczuwa. 
    Końcem końców sam na mysz zapolowałem. Dopadłem ją pod szafkami, ogłuszyłem packą na muchy, wpakowałem na kapcia, by mi nie uciekła i wywaliłem przez balkon. Za parę minut… Mozna sie domyslić, co się stało. Tak tak, pojawił się jeden kot, potem drugi i trzeci. Jak już było po wszystkim.

    Święta

    Brak komentarzy

    Święta święta… i po świętach ;]



    • RSS
    • RSS